Kot i dziecko – Leśny chochlik

Kot i dziecko- Julek & Obsession Leśny Chochlik*PLWielokrotnie, podczas jednej czy drugiej ciąży, słyszałam pytania – Co zrobisz teraz z kotami? Bo przecież kot i dziecko to zgroza, okropność, śmierć, kalectwo (niepotrzebne skreślić). Pytania te były często poparte argumentem o dziecku sąsiadki stryjecznej babci, któro obcowanie z kotami przypłaciło okiem, nosem lub inną częścią ciała lub też, o zgrozo, życiem. Opisy te obfitowały oczywiście w krawe detale, jak to ta sąsiadka stryjecznej babci usłyszała płacz dziecka, a kiedy weszła do pokoju ich domowy pupil kończył właśnie swoją przerażającą przekąskę. Albo inaczej, sąsiadka stryjecznej babci przespała spokojnie całą noc, by rano znaleźć malucha z przegryzionym gardłem. Tak, wiem że takie przykłady są straszne – mnie, jako matkę, też przerażają – ale przytaczam je nie po to, by napędzić komuś strachu. Ja naprawdę słyszałam takie opinie ;). Jak mają się one do rzeczywistości życia dzieci z kotami pod jednym dachem?

Przede wszystkim – powinno się, wręcz trzeba pamiętać, że nasze domowe pupile to wciąż zwierzęta. Wciąż istoty pełne instynktów. I zasada ograniczonego zaufania powinna obowiązywać zawsze – zarówno w przypadku kotów, psów, fretek, czy innych zwierzaków mogących mieć kontakt z naszymi dziećmi. Nie oznacza to, że koty należy bezwzględnie oddzielić od naszego potomka. Trzeba po prostu myśleć zapoznając ze sobą te gatunki. Nadmienić trzeba, że zasada ograniczonego zaufania powinna działać w obie strony i dotyczyć zarówno kocich, jak i ludzkich dzieci. Zwierzę często robi krzywdę nieświadomie, broniąc się przed zakusami małego człowieczka, podobnie mały człowiek może zupełnie nieświadomie zrobić krzywdę zwierzakowi.

Sami znamy nasze koty najlepiej, wiemy co i jak mogą zrobić, kiedy się denerwują, kiedy relaksują. Czy są nerwowe, czy wręcz przeciwnie – to oazy spokoju. I jesteśmy w stanie przewidzieć, przynajmniej w pewnym stopniu, jak mogą reagować. Rasa kota też ma tutaj znaczenie. Nie definiuje ona co prawda w 100% zachowania naszego pupila, ale sprawia, że z większym prawdopodobieństwem możemy przewidzieć jego charakter. Najtrudniejsze jest to u kotów domowych, gdyż za tą dość przypadkową mieszanką genów nie stoją lata selektywnej, także pod względem charakteru, hodowli, a koty dzikie i agresywne rozmnażają się tak samo jak potulne mruczki . Nasze „dachóweczki” mogą być oczywiście najmilszymi kotami pod słońcem (i nie umniejszam tu wcale ich roli), jednak nie można powiedzieć jak taki kot się zachowa. Oczywiście żeby rozwiać wszelkie wątpliwości, nie chcę nikogo przekonywać do zakupy kota rasowego, nie chcę też odwodzić od posiadania dachówki. Staram się jedynie przedstawić sytuację w sposób jak najbardziej obiektywny i neutralny.

Wiedząc jak nasz domowy pupil reaguje i stosując zasadę ograniczonego zaufania możemy zapewnić każdej stronie – zarówno tej ludzkiej, jak i tej zwierzęcej, komfort wspólnego poznawania się i przebywania pod jednym dachem.

Kiedy poznawać ze sobą kota i dziecko? Moim, podkreślając że zupełnie moim prywatnym, zdaniem – od razu. Zarówno w przypadku syna nr 1, jak i syna nr 2, koty miały dostęp do dziecka zaraz po powrocie ze szpitala. Oczywiście nie wrzucaliśmy naszych maluchów w tłum kocich łapek krzycząc „radź sobie!”, ale bez zbędnych ceregieli pozwalaliśmy kotom obwąchać to dziwnie pachnące, skrzeczące zawiniątko, które wniosło nieco chaosu w, uporządkowane już przecież, kocie życie. Co prawda pierwsze noce w domu każdy z potomków spędził w zamkniętej sypialni, jednak nie było to spowodowane naszym strachem i przerażeniem, że kot może mu nadgryźć to i owo. Praktycznie po tygodniu/dwóch, kiedy z naszych obserwacji nie wynikało nic, co mogłoby nas niepokoić, koty zyskiwały nieograniczony dostęp do dzieci. I nigdy nie dały nam powodu, by ten dostęp w jakikolwiek sposób ograniczać.

Czy trzeba w jakkolwiek sposób chronić podrastającą przecież, i co raz bardziej mobilną pociechę przed kotami? Nie. Czy trzeba chronić koty przed pociechą? Czasami ;). Koty to naprawdę inteligentne zwierzęta. Jeśli nie chcą być dotykane to znajdą sposób, by maluch ich nie dotykał. Ale należy pamiętać, że musimy kotu umożliwić znalezienie takiego sposobu. Wysoki drapak, półka do której nie dostanie mały ssak – zapewni i jemu, i naszemu kociemu przyjacielowi bezpieczną koegzystencję. Z drugiej strony od najwcześniejszych momentów trzeba uczyć dziecko, że kot to nie pluszak, którego można szarpać czy ciągnąć za ogon. To żywe, czujące stworzenie, które czuje ból, zmęczenie, które może nie mieć humoru czy ochoty na brutalne pieszczoty ze strony malucha. Czasami koty załatwiają to za nas ;). Zawsze wspominam tresurę jaką otrzymał nasz starszy syn od Alonki. Dopóki nie do końca wiedział co robi, Loninka schodziła mu z drogi – tak przetrwała jego raczkowanie, pierwsze kroki. Ale jak zauważyła, że mały człowiek zaczyna uczyć się tego, co można a czego nie – stała się jego nauczycielką. Pozwalała się łaskawie głaskać, czasami nawet znosiła przenoszenie jej z miejsca na miejsce, ale kiedy dawała znać, że ma dość, a obywatel nie reagował, dostawał karne pacnięcie łapką w głowę. Żeby była jasność – nigdy nie zrobiła mu w żaden sposób krzywdy, nigdy nie wyciągnęła pazurów. Po prostu dostawał miękką łapą po głowie. Tresura okazała się tak skuteczna, że Julas, mając te 7-8 lat ZAWSZE odnosił się do Alonki z dużym respektem i postępował z nią bardzo delikatnie. Bardzo żałujemy, że młodszy syn nie pozna już naszej Smoczycy, ale wierzymy, że i on znajdzie wśród naszych kotów swojego nauczyciela.

Czy więc dziecko i kot, kot i dziecko, to możliwa do zaakceptowania konfiguracja? Jak najbardziej! Postępujmy z głową, myśląc zarówno za jedną, jak i za drugą stronę, a ani dzieci, ani koty nie odniosą krzywdy w tym dwugatunkowym starciu. Czego Wam bardzo serdecznie życzymy.

 

 

Kot i dziecko