Wiosnę już czuć w powietrzu, widać za oknem, chociaż koniec marca obfitował w niezdecydowania pogodowe – ni to zima, ni to wiosna. Jak to w marcu. A Werdi, jak to Werdi. Chodziła, tak jak pogoda, niezdecydowana przez dwa dni, aż w końcu stwierdziła, że to JUŻ! Poczekała aż wrócę do domu, poprowadziła mnie stanowczo do porodówki i przepadłam na kolejne cztery godziny. A efekt tego przepadku to szóstka A-sów. Dzieciaki chyba się dogadały, bo rozłożyły się po równo – trzech szacownych panów i trzy ponętne dziewczęta. Trójka rudzielców i trzy szylkrecie. Tak żeby nikt nie poczuł się dyskryminowany. A jeśli macie ochotę je poznać, zapraszamy TUTAJ.

Imiona całego stadka tym razem wzięły się z gry, w którą gramy od „niepamiętamkiedy” – starego, tekstowego MUDa – Arkadia. A ponieważ imion na A tam całe mrowie, więc doszliśmy do wniosku, że będziemy jak komisja kontroli gier i zakładów. „Komora maszyny losującej jest pusta. Następuje zwolnienie blokady i rozpoczynamy losowanie sześciu licz… tfu… imion”. Mamy więc panienki o wdzięcznych imionach: Aika, Altere i Astrid. Panowie zaś to: Aiwazz, Ader i Arcziwald. Dzieci robią póki co to, co dzieci lubią najbardziej – jedzą i śpią. Ale już już, tu i ówdzie błyska otwarte oczko. Już już, łapki nabierają sił i koordynacji. Jeszcze trochę i te nieporadne szczurki, które za nic nie przypominają teraz kotków, obejmą we władanie kolejne części chochlikowego królestwa. A my… no cóż… nie możemy się tego doczekać :D.

A-sy!